Załóż bloga Zaloguj się



Nie wszystko mogę mieć...

19:17, 02/07,2008

A miało być tak pięknie....spokojny piątek-ostatni dzień przed feriami w pracy i wyczekiwana chwila jestestwa dla siebie...

A tu-spojrzałam w grafik zastępstw..i coż-lipa... Dostałam zastępstwa i to jakiego kalibru!!! Klasa trzecia od końca pod względem zachowania w szkole, że już o połaczeniu klasy kolejnej razem z moją świetlicą nie wspomnę... Normalnie cięzkie zakończenie w perspektywie...

Choć dziś na radzie powstał bardzo miły plan...wyjście na impreze w zawęzonym gronie... mała odskocznia od rytalnego: "cześć, ile godzin dziś?, jak lekcja?" itp. Fajna perspektywa...kolejna szansa na lepsze poznanie siebie...

Nie nastraja mnie pozytywnie myśl o jutrzejszym dniu w pracy....mały relaks przy piwku...ucieczka....

Nie wszystko mogę mieć tak jak bym chciała.... 


 

Jutrzejszy-dzisiejszy dzień..

18:02, 02/06,2008

Dzisiejszy dzień jeszcze się nie skończył, a ja już myśle o jutrzejszym...może dlatego, że spędzę go w pracy...Choć dzisiejszy pozytywnie mnie zaskoczył, a raczej dzieciaki... są naprawdę fajne!

Jakoś tak doczekać się nie mogę chwilki wolnego...by głebiej odetchnąć... może wreszcie dać się przekonac do wielkomiejskiego szumu i choć na moment go polubić...

Zbliża się wieczór a mnie dopada zmęczenie... 


 

Poza mną...

21:42, 02/05,2008

Jakiś leniwiec się we mnie obudził...miałam zrobić pólroczne sprawozdanie z mej pracy na czwartkową radę, ale o jakże mi sie ni e chce. Mój pokój wypełniają pozytywne dźwięki muzyki, którą lubię...telewizor oświetla cztery ściany...w okno zagląda rózowy blok...a to jakby działo się wszystko obok mnie, poza mną...

Czas sie obudzić...choc nadchodzi noc...ale po co tracić czas na sen kiedy w głowie tyle myśli, tyle niezrealizowanych pragnień, marzeń...

Jutro nowy dzień, nowe chwile..

 


 

Zderzenie z ławką...

19:14, 02/02,2008

Jak to się stało? Łaszka poszalała...skończyło się holowaniem. To w zasadzie nabardziej możliwy skrót...

A wszystko zaczeło się tak pozytywnie...spokojna jazda do Trzebiatowa, z małą wizytą w Cerkwicy, po Bizonka....a potem już prosta droga i zjawiamy się u Kurki.. Małe babskie spotkanie... Kłopoty zaczęły się przy próbie parkowania....

Jakimś dziwnym trafem zatrzymałyśmy się na drewnianej ławce, z pozoru nieszkodliwej, a jednak potrafiącej coś uszkodzić... Z perspektywy pasażera na tylnym siedzeniu to wyglądało tak: dlaczego ona nie hamuje i jedziemy - o co chodzi? Efekt tego taki, że zatrzymała nas martwa rzecz...ławka.

Pierwsza reakcja, pierwsze słowa...O..ooo..wpadłyśmy na ławkę...łaszko cofnij...i niewiadomo skąd wybuchy śmiechu...Wysiadłyśmy-spojrzałyśmy na przód samochodu idopiero teraz się zaczeło.

Gdzie jest rejestracja... zgubiłyśmy rejestrację...coś wycieka i zderzak nie pierwszej jakości, troszkę odbiega od swojego poprzedniego wyglądu... Po mozolnych poszukiwaniach przycisku otwierającego maskę, wreszcie się na niego natknełyśmy... I tu dopiero powstał problem - co gdzie jest...zbiornik płynu hamulcowego, zbiornik płynu chłodniczego, zbiornik płynu do spryskiwacza...i co cieknie???  Trzy kobiety...czwarta dotarła...i też nie wie...

Ogarnął nas śmiech... Ale znalazła się rejestracja...troszkę ucierpiała w zderzeniu z ławką...aż schowała się pod zderzak...jednak udało się ją bidulkę wydobyć... Powyginaną udało się troszkę naprostować... glany i 48kg pomogło... ale coś dalej cieknie...

Nico wydedukowałyśmy, że to ze zbiornika od płynu do spryskiwacza...ale z diagnozą poczekamy i konsulatacji zaczerpniemy u papika Kurki... Tymczasem udamy się na kawkę, pogadamy...

Suma sumarum-okazało się, że to jednak chłodnica...i nie wrócimy o własnych siłach-dobrym pomysłem jednak nie było dolewanie wody do zbiornika co 5km... Ratunkiem okazało się holowanie...jednak nie tak prosto było znaleźć hak...i go przymocować...

Historia jeszcze nie skończona...ciekawe co z autem...jakie rzeczywiście szkody narobiło zderzenie z łąwką...

A wszystko przez to, że Łaszce pomyliły się pedały... 


 

Konformistyczny egoista

17:37, 02/01,2008

Troszkę wolnego... o jakże mnie to cieszy, tym bardziej, że po raz pierwszy w swojej "karierze" zawodowej postawiłam aż pięć uwag!!! Z ciężkim serduchem wpisywałam treść uwagi przyporządkowując ją konkretnemu nazwisku, ale coż było robić... nie dali mi wyboru, sobie także... ostrzeżenie nie poskutkowało...wybrali adnotację w dzienniku....

Ale na dwa dni odstawiam pracę na dalszy tor myślenia...nie chcę o niej myśleć-bo i po co? Cieszy mie perspektywa dwóch dni wolnego... małego odpoczynku od dzwonka, hałasu, tłumaczenia, słuchania.... Zajmę się sobą, swoimi myślami, swoim światem!!!

W końcu jestem konformistycznym egoistą....

 


 

Hm......

17:07, 01/30,2008

Od rana myśle o tym o czym nie powinnam... gdzieś po głowie krążą mi fragmenty przeszłości... a wszytsko przez sen, czy jakby to określił S. Freud marzenie senne... Jakie? No właśnie też chciałabym znać jego sens... 

Nie mogłam się dziś skupić na pracy...  i wróciłam jakaś taka niezadowolona...

Koniec semestru... większośc chodzi jakaś taka pochmurna... Każdą rozmowe wypełnia kolejna wiadomość o wystawionym stopniu...albo zachowaniu... Mało apsorbujące... Gdzieś zagubiło się: co u Ciebie? jak się masz? Czekam na powrót tej noramaności... 

Czekam na ferie....czekam na kolejny dzień....

 

 

 

 

 

 


 

Poniedziałek...można lubić :)

16:00, 01/28,2008

I po pracy... Wróciłam do domu, usiadłam, zjadłam... pomilczałam... teraz odzywa się we mnie energia, którą naładowałam się w pracy-bo ja naprawde ją lubie. Może należe do niewielkiej ilości społeczeństwa pracującego, które lubi to co robi...Może czasem nie jest łatwo, ale podstawa to pozytywne nastawienie......

Lubie swoją drogę do pracy...lubię miejsca, które mijam....lubie uśmiechnąc się do ludzi, których mijam...

Nie lubie posłodzonej kawy...o jakże nie lubię... 

 


 

I coż dalej?

13:01, 01/27,2008

I coż, zaczyna się...

Dziś pouśmiecham się jeszcze do wolnego dnia...jutro praca...Czy mi się chce do niej iść-dziś nie, jutro pewnie tak...bo plątać sie bezcelowo w czterech ścianach, to nie mój cel. Mam gdzieś wewnętrznie zakorzenioną potrzee samorealizacji, a praca daje mi takową możliwość...lubię ją, lubię ludzi których tam spotykam...ciągle ucze się czegoś nowego

Chociażby wczoraj miałam wyśmienitą okazję poobserwować interesowne twarze...tak beradne wobec tragedi ludzkiej, ale chcące wszystko widzieć i wiedzieć... ciche szepty, wyraźne spojrzenia, komentarze... po co iść dalej, wrócać do swojej codzienności, gdy tutaj obok akurat wyróśł płomień ognia...trzeba się zatrzymać, popatrzeć, by mieć o czym rozmawiać po powrocie do domu....by wypełnić wieczór....taka małomiasteczkowośc...

Cóż przecież sama zdecydowałam, że własnie tu mieszkać i żyć będę - więc nie powinno mnie to dziwić...a jednak... z pewnych zachowań nie potarfię zrozumieć, choc staram się je sobie tłumaczyć... z jakim skutkiem? ... no właśnie.... z jakim?

Plan na dziś...nie mam planu...nie potrafię planować...co przyniesie dzień zobaczymy.... pewnie sięgnę po Cesarza R. Kapuścińskiego... troszkę intelektualizmu...


 

Początek, po co?

12:42, 01/27,2008

Pierwsze kroki, pierwsze myśli....po co? w jakim celu? dlaczego? Dlaczego zaczynam pisać...

Odpowiedzi może być wiele....wewnętzna potrzeba...zabicie czasu....spojrzenie na siebie z boku...wrocenie do mysli, ktore były-a które gdzieś ulatują.... Nic z tych rzeczy...

Pisze bo chce...

Czasem mogą to być dziwaczne mysli, czasem oderwane od rzezcywistości  przemyślenia, fantazje, marzenia... ale przde wszystkim bedą moje....indywidualne zakorzenione w egzystencajlizmie jednostkowym....

 


 
«Poprzedni   1 2 3 4 5 6
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.