Załóż bloga Zaloguj się



I stało się :D

11:14, 07/10,2009

Stało się, stało się to co się miało stać...pozytywny nastrój mnie nie opuszcza!!! Kocham spotykać się z ludźmi, których twarze mówią: jak fajnie Cię widzieć. Nic nie jest w satnie popsuć mi humoru. NIC i NIKT.

Nie wiem tylko czy moim staruszkom starczy sił by wytrzymywać moje nocne powroty do domu...ranną chrypkę....i tłumaczenia,że jestem dorosła i sama za siebie odpowiadam.

Jest tak jak być powinno...


 

Dzień za dniem...

15:00, 07/05,2009

I stało się...dni zaczęły mi się zlewać.. Straciłam rachubę czy to piatek, sobota czy poniedziałek. Tak działają na mnie urlopowe wakacje. Rozleniwiłam się, powystawiałam to i owo ns słońce...i już lipiec się zaczął, a nawet trwa. Za chwil parę na Mazury jechać będę, a już mnie komary pogryzły.

Jakaś stagnacja się wkradła w me funkcjonowanie. I nawet nie wiem czy mi z tym dobrze czy nie.. Tak mija dzień za dniem..


 

Jestem...a nie ma mnie...

11:01, 06/23,2009

Wakacje się zaczęły. Pierwsza radość mięła...nie muszę iść do pracy. A teraz jakiś stan dołowy mnie złapał...Niby wszystko ok. a jednak coś nie tak.

Ostatnich parę dni naprawdęobfitych w pozytywne sytuacje i rozmowy było. Spotkałam się z kilkoma ważnymi ludźmi w moim życiu,  dowiedziałam sie o kilku wąznych stanach innych osób.Jest ok. Aż tu mnie coś dopadło.

Tak sobie myślę, że to związane z moim wewnętrzym stanem. Dorosła a jednak nie. Już nie dziecko, a jednak tak. Nawet nie wiem czy mi z tym dobrze. Po prostu jestem, a jednak mnie nie ma.

Duch ciało opuścił.


 

Zła, zmęczona...

18:31, 02/17,2009

Nieznośna siła... siła zła, złości na samą siebie. Zmęczona, zła, przemęczona, wkurzona! Za dużo obowiązków, za dużo zaległości...ja chcę wakacje!!!!!!!!!! I na dodtaek muszę przypomniec sobie czym jest nauka i jak to jest sie uczyć. Czeka mnie odkrywanie na nowo własnych możliwości niewyspania. Dwie podyplomówki, praca, obowiązki wdzględem innych osób,to chyba za duzo jak na jedna mała istotę...

Brakuje mi czasu, chwili by móc porozmawiac z własnym alter ego w azylu wyimaginowanej krainiy szczęścia. 

Brakuje mi rozmowy z przyjaciółmi, brakuje mi ich.

Złudny świat rzeczywistości szczęśliwej przekonuje mnie do tezy, że postnowoczesnośc wcale mi nie odpowiada. Za trudno, za dziwnie, za skomplikowanie...Ja tak nie chce!

Oj chyba dopada mnie jakas czasowa obraza na zastana rzeczywistosc istnienia. Choć cieszy, ze krokusy na parapecie sie rozkiwtają...

 

 

 


 

Intensywny czas, intensywne doświadczanie...

12:36, 01/18,2009

Zapomniało mi się o mym blogu. Troszkę zabiegania, lenistwa i wirtualność mych realnych zdarzeń gdzieś uciekła. Ale troszkę nadrobię...(w ogromnym zarysie)..

Z początkiem stycznia  zapisałam się na drugą podyplomówkę, i na własne życzenie jakoś tak wyjdzie, że do czerwca nie będe miała wolnych weekendów. Choć pewnie znajdą się małe wyjątki...zawsze się znajdują. Do tego doszedł mi nowy nadzór, a i po drodze w nowym roku zdążyłam pojawić się w sądzie na rozprawie. Intensywny czas, intensywne doświadczanie...

W tej całej krzątaninie pracowo-naukowej, jest i miejsce na przyjemności...Lubię hedonizm.  Dziś odczuwam skutki wczorajszego wypadu na piwo. Fizycznie ok. Gorzej z morale. Ale zostawmy to....dziś mała powtórka... 

Prawie zapomniałam - zaczęly mnie sie ferie...Choć ntensywne będą to odpoczne troszke od pytań dzieciaków i klasy bez okien... 

Mimo wszysko - Intensywny czas, intensywne doświadczanie...

 

Hipertrofia :)

14:21, 12/21,2008

Słucham, słucham ... podziwiam...z pozytywnego zaskoczenia wyjść nie mogę :) Coma, Coma i Hiertrofia...uczta muzyczna!!!

Dostałam swój prezent - dźwęki muzyki...i to jakiej. Polecam z przkonaniem, że to jeden z lepszych albumów w ostatnim czasie na rynku muzycznym. Choć krytykiem nie jestem, ale mnie się podoba..

Na święta - odskocznia...


 

Mam dwadzieścia pięć lat...

19:40, 12/07,2008
Inspiracja dnia dzisiejszego... 

Józef Baran, Mam dwadzieścia pięć lat

Mam dwadzieścia pięć lat

a moje życie zamyka się w siedmiu dniach

jeden z tych siedmiu dni

jest dniem moich urodzin

jeden z tych siedmiu dni

będzie dniem mojej śmierci

 

żyłem a właściwie spałem

w poniedziałek wtorek środę

czwartek piątek sobotę niedzielę

był to bardzo dyskretny sen

z zachowaniem wszelkich niezbędnych pozorów życia

 

obudziłem się nagle na widok pięknej lalki

obudziłem się na pogrzebie brata

na biodrach dziewczyny

na własnym weselu

 

mam dwadzieścia pięć lat

i jeszcze kilkanaście może kilkadziesiąt razy

budziły mnie wstrząsy zgrzyty przenosiny

z jednego łóżka domu do drugiego

 

obecnie coraz rzadziej się budzę

tutejsze powietrze górskie sprzyja moim snom

prowincja porusza się koło mnie na palcach

a siedem nianiek tygodnia kołysze mnie

i zawodzi wciąż jedną i tę samą kołysankę

 

Olszyny 1972



 

Burza...nie tylko w pogodzie...

20:00, 11/21,2008

Atak zimy...zimy atak...nie byłoby wtym nic zaskakującego gdyby nie to, że towarzyszyła jej burza...wcale nie śnieżna...Jakże doświadczyłam zaskakujacego zjawiska...I tu widać jak nasze destrukcyjne, samolubne funkcjonowanie wpływa na życie naszej planety...zabrzmiało to troszkę jak hasła alterglobalistów....ale coraz częsciej zauważam że mają więcej bądź mniej racji, ale mają... Wniosek: zainstaluje żarówki energooszczędne...na początek.

A dziś w mej szkole pojawiła się telewizja...szukająca sensacji rozdmuchanego przez dorosłych problemu...Czekam na materiał w TVN. Zobaczę jak przedstawią spór obiadów szkolnych i wyimaginowanego problemu dyskryminacji....Zabawne w tej całej sytuacji było jedne, jak pan dziennikarz nie potrafił ogarnąć napierających na niego tłumu gimnazjalistów :) Chyba nawet troszke sie przestraszył...rozwrzeszcanej bandy dorastających dzieciaków, dla których atrakcją było pojawienie się komercyjnej telewizji w ich małym mieście-ba w ich szkole...I co zadziwiające właśnie w ICH szkole...Pojawiła sie solidarność z placówką, przyporządkowaniem siebie do miejsca, a nie walką z nią dla samej zasady bo to szkoła.

 Dzień pod kątem burzy i to nie tylko w pogodzie...


 

Wiadoma niewiadoma :(

17:47, 11/17,2008

Od jakiegoś czasu nie tryskam energią, znika uśmiech, jakis smutas się ze mnie zrobił....i łzy pojawiają się cześciej. Wszystko za sprawą pewnej wiadomości, no właśnie wiadomej niewiadomej. W zasadzie nie powinna mnie ruszyć, bo mnie i mojego świata dotyczyć nie powinna, ale jednak zaczeła...a wszystko za sprawą mej wyobraźni....

Zobaczymy jak będzie...znów pojawiły się łzy...


 

Tak miało być...tak być miało...

18:45, 10/26,2008

Bieg wydarzeń, pojawiające się szanse a wraz z nimi nadzieje...doświadczanie dorosłości, jeszcze ciągle nie do końca dla mnie zrozumiałe zasady świata dorosłych...Chcąc czy nie uczestnicze w nim. W miniony piątek rościłam sobie prawo do realizacji moich marzeń, marzeń związanych z pracą zawodową i na ich realizacje przyjdzie mi jeszcze poczekać...Niestety.

Zrobiło mi się smutno, bo miałam szanse robić to czym chcę się zajmować na polu zawodowym...Później przyszła refleksja, że najwidoczniej nie jest to moj czas, nie teraz.... poźniej pojawiły sie pretensje do siły wyższej, że dlaczego własnie nie teraz, ile można czekać na poczucie spełnienia...kolejnym stanem było poczucie pokory...

Tak miało być...tak być miało...


 

Poczucie satysfakcji :)

19:20, 10/10,2008

Ha!!!! i wreszcie znalazłam chwilke, by coś niecoś napisać...Ostatnio kurde na nic nie mam czasu, jakies zabieganie...A dzieje sie sporo...na moje własne życzenie...i na moje życzenie własne nie mogę się ogarnąć...

Ale od poczatku...

Po pierwsze - zapisałam sie na podyplomówke, jakoś specjalnie do niej przekonana nie jestem, ale coż olał mnie mój macierzysty uniwerek, wiec....jestem teraz tam gdzie wyszukiwarka w googlach wskazała drogę :) Zaczynam zgłębiać wiedzę humanistyczną, i w zasadzie uczę się na nowo języka polskiego.

Po drugie - w mym zabieganiu znlazł się wycinek w rzeczywistości, w którym było mi dane sprawdzić umijętności udzielania pierwszej pomocy...widok nieprzyjemny dla oka, bo cóz ładnego jest w widoku mężyzny z atakiem padaczki na ulicy?!?  I po raz kolejny dochdze do wniosku, że łatwiej jest udzieliś pomocy poszkodowanemu, niż uspokoic panikujące osoby dla których osoba poszkodowana jest ważną postacią. Wyczyn trudny choć nie niemożliwy....

Po trzecie - cieszę sie gdy w pracy odwiedzają mnie byli uczniowie...miłe, symaptyczne....coż chyba mnie polubili...:))))) Poczucie satysfakcji, jest tak jak być powinno!!!!


 

Ciemna strona miasta...

21:12, 10/01,2008

Moje fanaberie, moje zachcianki, mój głód doświadczeń...prowadzi mnie do tego by to co czasem wpadnie mi do głowy zrealizować. I tak bylo dzisiejszego wieczora.... Pomyślałam sobie, że wybiore sie na nowo odkryc ulice mojego miasta...i pomaszerowałam na drugi koniec miasta...Spostrzeżenia....całkiem przyjemnie..poza przeciągami w niektórych miejscach...ale przy pólmroku miasto wyglada interesujaco...

O jakże inne mam spostrzeżenia z powrotu, gdy ciemno już sie zrobiło. Miasto me słabo oświetlone...niektóre ulice zapomniane mimo, że w ciągu dnia uczesczane , czasem strategiczne w skrótach drogi. Ale do przejscia, nic sie na nich nie dzieje...co innego w pojedynczych bramach...młodzi ludzie z zaciagniętymi kapturami na głowie, dyskutujący o kolejnym papierosie...w łunie dymu tytoniowego... Nic sczegónego w krajobrazie każdego miasta...choć dla mnie zaskakujące, bo to postacie gimnazjalistów o czym świadczą skierowane w moja stronę formy powitania wieczoru...

Ciemna strona miasta....choć jeszce nie niebezpieczna w moim odczuciu. 

 


 

Łezka w oku...

21:12, 09/25,2008

Sentymentalnie od poniedzialku w moim myśleniu wspomnień... Nie sądziłąm, że pojawi się łezka w oku...a jednak...jaka przyczyna? Otóż mój obiekt pozytywnych emocji z czasów Lo, niesamowicie zakręcony człowiek, moja "miłość" zmieniła stan cywilny... Szczerze gratuluję, choć chciałoby się dodać ale....jednakże tego nie zrobię.

Tak ostatnio zauważyłam, że moi znajomi - ba przyjaciele - zmieniają stan cywilny...zakładają rodziny...planują przyszłość świata dorosłych...a ja kurcze chyba nigdy nie dorosnę. Nie zmienia to faktu, że małżeństwo jest jednym z aktów wymagających odwagi...jest czymś na co decyduje się dwoje ludzi kochających się...Nie zmienia to faktu, ze czasem pojawi się ta łezka w oku....

 


 

Taka tam codzienność...

21:14, 09/15,2008

Dzionek w pracy.......zakończony rada pedagogiczną. Mały powrót do rzeczywistości po weekendzie leniuchowania. W ogóle cięzko jest mi sie przestawić...ciagle po głowie plączą mi się myśli wakacyjne. Lekkoduch.......w myślach i czynach!

Choć pozytywnie - po raz kolejny - zaskoczyły mnie dzieciaki...przyszły w odwiedziny...posiedzieć, pogadać, wyżalić się, ponarzekać i troszkę pochwalić... Kurcze chyba się polubiliśmy przez miniony rok szkolny... Ja jakoś nie opowiadałam o sobie swym nauczycielom, a tu proszę miłe zaskoczenie!!! Jakieś zaufanie udało mi się wzbudzić, przynajmniej tak to sobie tłumaczę...

A wieczór w łóżku pod kołdrą przyjdzie mi spędzić.....super boli mnie gardło, chyba dopada jakieś przeziębienie... Leki zaaplikowane...czekam na efekty..oby szybkie. Bo kurde nie chce być chora!!!!! Wystarczy mi, ze cosik nieciekawie prezentuje się mój kundelek...Wróciłam do domku i nie doczekałąm się radosnego powitania. Mój Brylewski leżał i nie zauważył nawet, ze wróciłąm... Mam podejrzenie, że być może miał przygode z smochodem.... Czekam jak będzie rano....Oby nam się poprawiło...


 

Weselne wieści....

18:44, 09/08,2008

Cięzko mi było zabrać sie by cosik napisać w wirtualnej rzeczywistości moich realnych mysli.....Dobrze przyznam się: lenistwo. Dopada mnie coraz częściej...zaskakujące jest to, że pojawia się wraz z powrotem do pracy. I kochani-nauczycielom równiez nie chce się wracać do szkoły. Wakacje to piekny czas....nikt chyba nie zaprzeczy.

Ale, ale w miniony weekend moj przyjaciel wyszedł za mąż!!!!!!!!!! Utrata wolności na własne życzenie, a przede wszystkim duża odwaga. Cóz ja cały czas nie wyobrażam sobie stracić swojej bezkompromisowej niezależności..........A tu proszę-cóz kochani gratuluję!!!!!! Życząc braku znudzenia sobą, bo nad resztą można zawsze popracować.

Wesele było super.......poza małą przygodą. Do mych rąk wpadł welon. Pomyślałam sobie wtedy: o kurcze dlaczego on jest w moich rekach!!!!?????!!!!! później nasuneła się refleksja, że siara go komuś oddać.... więc podjęłam z cięzkim sercem rękawicę!!!!!!! Oby tylko głos tradycji związany z owym przesądem mnie nie objął swą mocą. 

Dziś pewnie się zobaczymy........wymiana poweselnych wrażeń z butelką piwka w dłoni!!!!

Pieknie.......

 


 
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.